sobota, 17 listopada 2018

Poznajemy Układ Słoneczny

Kosmos, gwiazdy, podróże w nieznane obszary...trudno o dziedzinę bardziej rozpalającą wyobraźnię i ciekawość poznawczą dzieci. Wychodząc z założenia, że najlepiej uczymy się przez działanie, nowe wiadomości dzieci zdobywały przez ćwiczenia, eksperymentowanie i doświadczanie.

Dzieci samodzielnie odkryły na przykład, skąd się bierze dzień i noc. Wystarczyły do tego zasłonięte okna, lampka i globus. Przy okazji przyjrzały się kontynentom i dowiedziały się, że Ziemia kręci się wokół własnej osi, a także "obiega" Słońce dookoła. Podczas "polskiego tygodnia" rozmawialiśmy o Mikołaju Koperniku, więc temat nie był dla dzieci zupełnie nowy. Dzieci dowiedziały się również, co tak naprawdę oznacza rok i skąd się wziął czas jego trwania.

Temat kosmosu sprowokował wiele pytań. "A co z Księżycem? Czy naprawdę jest zrobiony z sera?", "Czy ktoś wylądował już na Słońcu?", "Gdzie mieszkają kosmici?". Na niektóre pytania dzieci odpowiadały sobie nawzajem, dzieląc się już posiadaną wiedzą, co świetnie rozwijało umiejętność współpracy. 

Chciałam zapoznać dzieci z budową Układu Słonecznego, stąd jedno z zadań, jakie pojawiło się na tablicy w tym tygodniu brzmiało: "Przynieś piłkę". Dzieci przyniosły piłki o różnych wielkościach. Rozłożyliśmy planszę obrazującą Układ Słoneczny i wielkość poszczególnych planet, starając się dopasować na zasadzie proporcji, która piłka będzie pasować do której planety. Było wiele dyskusji, porównywania, przekonywania się nawzajem do swoich racji...a przy okazji edukacja matematyczna (przeliczanie, porównywanie wielkości, szeregowanie wg jednej cechy), nauka czytania oraz utrwalanie nazw planet. Każde dziecko otrzymało jedną piłkę i wcieliło się w rolę jednej z planet (znalazło się również miejsce dla Księżyca, który jak się okazało, nie jest w rzeczywistości zrobiony z sera ;) Dzieci wyobraziły sobie też niebo, na którym widać kilkadziesiąt księżyców, jak to ma miejsce w przypadku niektórych planet). 

Zrobiliśmy żywy model Układu Słonecznego. Na parkingu przed Przedszkolem kredą narysowaliśmy orbity, a planety i Słońce zajęły swoje miejsca...i wszystko poszło w ruch!




Przy okazji przedszkolaki zauważyły, że Merkury ma krótszą drogę niż Jowisz, czy Neptun i rok na tej planecie będzie trwał krócej.  
Nauczanie przez doświadczanie!

poniedziałek, 29 października 2018

Spontaniczny klub matematyczny

Dzisiaj spontanicznie zawiązał się nam dziewczęcy klub matematyczny :) Codziennie dzieci mają czas na realizację swoich zainteresowań edukacyjnych. Dzisiaj dziewczynki jako realizację pomysłu na własne zadanie wybrały rozwiązanie zadań matematycznych. 

W kąciku matematycznym dzieci mają dostępnych wiele kart pracy o różnym poziomie trudności, z których mogą wybrać taką, która będzie najbardziej pasować. Dziewczynki dziś liczyły, dodawały, odejmowały i jedna karta pracy to było dla nich stanowczo za mało! 
Co ciekawe, każda dziewczynka wybrała sobie inne zadania. Nie było ściągania, ale wzajemna pomoc sobie nawzajem (a w razie takiej potrzeby - pomoc z mojej strony). 




A chłopcy? Chłopcy też nie próżnowali! Dziś eksperymentowali z pojazdami z klocków lego i koncepcją na pojazd, który nie utonie nawet naciskany palcem (spore wyzwanie!) oraz rysowanie ilustracji do samodzielnie wymyślonych bajek. Mieliśmy dziś temat dnia właśnie dotyczący bajek i bajkopisarzy, a chłopcy kreatywnie podeszli do tematu, tworząc obrazkowe historie pełne zawiłej akcji, w której bohaterowie przeżywają przygody jeszcze bardziej niezwykłe niż Indiana Jones ;) 







wtorek, 23 października 2018

Samodzielne eksperymentowanie

Reakcja sody oczyszczonej i octu daje nieskończenie wiele możliwości zainteresowania dzieci światem chemii. Tak było i na tych zajęciach. 

Dzieci otrzymały obrazkowo-słowną instrukcję dotyczącą realizacji eksperymentu:



Instrukcja, ze względu na jej złożoność, została krok po kroku omówiona z dziećmi. Dzieci na podstawie zdjęć, a te, które zaczynają czytać również odczytując fragmenty słownej instrukcji, "rozgryzły", jak po kolei ma wyglądać ich praca. Poznały też nowe pojęcia: menzurka i pipeta. Eksperyment prowadzony był w dwóch grupach.






Oczywiście dzieci nie tylko obejrzały efekt chemicznego "jojo", ale też dowiedziały się, dlaczego krople zabarwionego octu wędrują góra-dół. Gdy kropelka octu opada na dno, dochodzi do reakcji ("kłótni") między octem, a leżącą na spodzie sodą oczyszczoną. Dzieci z wcześniejszych eksperymentów wiedzą, że wytwarza się wówczas gaz - dwutlenek węgla, którego "pęcherzyki" otulają kroplę octu i wynoszą ją na powierzchnię. Tam gaz się ulatnia, a kropla octu znów wędruje na spód.


Tego rodzaju zajęcia rozwijają ciekawość poznawczą dzieci. Przedszkolaki miały okazję "pobawić się" w naukowców i przekonać się, że chemia jest bardzo ciekawą dziedziną :) Rozwinęły też własną samodzielność, odpowiedzialność  i umiejętność współpracy.


PS. Okulary ochronne podkreślały jedynie "chemiczny" charakter eksperymentu, a ich założenie dawało dzieciom wiele radości :)



Naturalna motywacja do nauki...ona istnieje! :)

Bardzo często obawiamy się, że jeśli pozostawić dzieciom możliwość samodzielnej decyzji, to nie będą się uczyć, stąd też tak potrzebne są nagrody lub kary. Dzisiaj miałam okazję przekonać się kolejny raz, że może być inaczej!


Stałym elementem pracy z dziećmi w daltońskim przedszkolu jest tablica z zadaniami. W każdym tygodniu dzieci otrzymują zadania związane z realizowanym materiałem do samodzielnego wykonania. Dzieci samodzielnie planują, kiedy te zadania wykonają, dokonują tez ich samooceny. Każde zadanie oznaczone jest jakimś symbolem (u nas są to postaci z kreskówek). Jest to ułatwienie, które pozwala dzieciom na szybką identyfikację zadania przy samoocenie.


W poprzednim tygodniu zauważyłam, że choć większość zadania wykonała, to niektóre dzieci miały z tym trudność, odniosłam wrażenie, że wykonywały je niechętnie. Widząc taki spadek motywacji, porozmawialiśmy o nim na dywanie. Pomyślałam, że taka rozmowa będzie świetną okazją do uczenia dzieci wyrażania własnego zdania, słuchania drugiej strony i szukania rozwiązań - jednym słowem: nauki rozwiązywania sytuacji konfliktowych.

Okazało się, że niechęć wynikała z tego, że zadania nie zawsze były zgodne z zainteresowaniami dzieci. Dzieci mówiły na przykład: "Ale ja nie lubię rysować!" - a jedno z zadań dotyczyło własnie rysowania. "Bo ja bym chciał jeszcze jeden eksperyment" - jedno z zadań było eksperymentem do wykonania, ale dla części dzieci jeden to za mało.
W tym miejscu powiedziałam dzieciom o tym, że bardzo się staram, żeby zadania były dla nich atrakcyjne, ale ponieważ dzieci jest wiele, a każdy jest nieco inny, trudno jest wymyślić takie zadania, które będą podobać się tak samo każdemu. Jedni bardzo lubią rysować, inni nie, jedni lubią robić obliczenia, inni nie itd. Spytałam, jakie widzą wyjście z sytuacji.


Na początku trudno było znaleźć rozwiązanie. Padła propozycja, by w ogóle nie zadawać niektórych zadań (np. rysowania), ale nie spodobało się to wszystkim. Inna propozycja dotyczyła tego, by nie trzeba było robić zadań, których się nie lubi. Powiedziałam, że nauczenie się niektórych rzeczy wymaga wielu ćwiczeń, które nie zawsze na początku dają przyjemność. Na przykład jak uczymy się jeździć na rowerze, to początkowo głównie się przewracamy, ale jak już się nauczymy, to jest to bardzo fajne. Podobnie jest z nauką pisania, trzeba dużo ćwiczyć nasze dłonie: rysując, kolorując, nawlekając koraliki, tworząc prace plastyczne. Jeśli nie będziemy tego robić, trudno będzie nam nauczyć się pisać. Jedno z dzieci, które uczy się w szkole muzycznej, podało też wtedy  przykład z grą na instrumencie.

Wtedy padła propozycja: a może niech każdy sam sobie wymyśli zadania? Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że to ciekawy pomysł! Zwiększyłby motywację, uruchomił kreatywność, pozwoliłby indywidualizację...Dzieciom również pomysł się spodobał. Pomyślałam, że spróbujemy, ale powiedziałam dzieciom, że chciałabym, aby było to na początek jedno zadanie, bo - tak jak pisałam wcześniej - zadania pomagają też utrwalić rzeczy, które są potrzebne do nauczenia różnych umiejętności zaplanowanych dla przedszkolaków, więc pozostałe zadania chciałabym nadal sama planować, mając na względzie jednak to, by były one różnorodne.  Dzieci się na to zgodziły.

Dzisiaj zaczęliśmy więc od nowej tablicy z zadaniami. Pierwsze zadanie na tablicy brzmiało: "Wymyśl własne zadanie!".

Efekt był niesamowity! Dzieci od razu wzięły się do pracy, a prawie wszystkie wykonanie własnego zadania zaplanowały na dzień dzisiejszy. Pomysłowość dzieci była ogromna, a co ważne - kilkoro dzieci, zamiast jednego własnego zadania, wykonała ich kilka (mimo że dzisiaj na zajęciach grupowych poznawaliśmy nową literkę, więc pracy nie brakowało). Warunek, jaki miało spełniać wymyślone zadanie, był jeden: zadanie ma czegoś uczyć (rozwijać jakąś umiejętność lub wiedzę lub służyć zdobyciu nowych).




Dzieci podeszły do zadania odpowiedzialnie. Zadania były różnorodne: od wykonania zestawu ćwiczeń fizycznych, przez rozwiązanie zadań matematycznych z kącika matematycznego, wykonanie rysunków na wybrany przez siebie temat lub ozdób z "prasowanek", odrobieniu "zaległych" przez nieobecność kart z ćwiczeń, na zbudowaniu budowli z klocków o określonych parametrach (np.która nie zatonie albo będzie jak najwyższa) kończąc. 
Dzieci realizowały też inne zadania: była zabawa kreatywnymi kostkami i tworzenie opowieści o gwiazdce, co spadła z nieba, były też działania matematyczne opierające się na rzutach kostką: dodawanie i odejmowanie wyrzuconej liczby oczek. Przy okazji okazało się, że jedno z dzieci zna pojęcie liczby ujemnej (3-5=-2) i chętnie dzieli się tą wiedzą z rówieśnikami :).
Dzieci rozwijały motorykę małą, kreatywność, orientację przestrzenną, grafomotorykę, rozumowanie matematyczne i wiele innych cennych umiejętności. Wszystko z własnej inicjatywy, bez przymusu.


Dzięki możliwości realizacji własnego pomysłu na zadanie, dzieci miały dużą motywację do nauki. Panowała atmosfera ciekawości poznawczej i wzajemnego zachęcania się do wymyślania nowych pomysłów. Dzieci zwyczajnie chciały się uczyć, bo nauka nie jest dla nich czymś nudnym!


piątek, 5 października 2018

Poznajemy...dwutlenek węgla!


Tym razem Żaki zmierzyły się z następującym zadaniem:


Jest to zadanie dosyć proste i bardzo efektowne. Wykonywaliśmy je oczywiście zgodnie z zasadą Planu Daltońskiego, w parach, pomagając sobie. Przy okazji dodam, że dzieci w każdym tygodniu pracują z innym kolegą lub koleżanką, po to, by uczyć się współpracy z każdym, nie tylko ze swoim najlepszym przyjacielem. Do wyznaczania par służy specjalna tablica, na której przydział jest zwizualizowany zdjęciami.





Warto dodać, że wybuchający wulkan był pomysłem dziecka, które wcześniej przyniosło nauczycielowi książkę z opisem zadania. Myślę, że ważne jest, by w pracy pedagogicznej podążać za zainteresowaniami dzieci, bo wtedy wykorzystujemy naturalną, wewnętrzną motywację do nauki. 

Wspólnie sprawdziliśmy czy mamy wszystkie niezbędne składniki. Później jeden chłopiec przejął rolę nauczyciela i pomógł dzieciom krok po kroku zrozumieć instrukcję. Pozwoliło to na realizację  daltońskich zasad odpowiedzialności i samodzielności. Przystąpiliśmy do eksperymentowania.




Ale co tak naprawdę się wydarzyło? Poza tym, że wybuch wulkanu wzbudził w dzieciach wiele emocji, wyjaśniliśmy doświadczenie. Zaobserwowaliśmy „bańki powietrza”. Żaki dowiedziały się, że soda jest zasadą, a ocet kwasem, te dwa produkty reagując ze sobą tworzą dwutlenek węgla.

Poza miłymi doświadczeniami Żaki zgłębiają swoją wiedzę poznając nowe pojęcia, tj. kwas, zasada, dwutlenek węgla.

poniedziałek, 1 października 2018

Nie udało się...i co dalej?


Popełnianie błędów to naturalny etap procesu edukacji. Zanim osiągnie się biegłość w jakiejś dziedzinie, niejednokrotnie przyjdzie się zmierzyć z sytuacją, gdy osiągnięty efekt jest daleki od zamierzonego. Zanim pojedziemy na rowerze, najpierw przeżyjemy kilka wywrotek.

Bardzo ważne jest, by w systemie edukacji mieć właśnie takie podejście do błędów popełnianych przez dzieci. To nie jest tragedia, że się nie udało. To dobra okazja, by nauczyć się, jak sobie poradzić z taką trudną sytuacją. Ważne jest też, by uczyć dzieci, że w przypadku niepowodzenia kolegi lub koleżanki, najlepszą reakcją jest pomoc. Budując taką atmosferę, nikt nie obawia się, że mu nie wyjdzie, że się nie uda, bo wie, że w razie czego może liczyć na kolegów! Nie boi się, że doświadczy wyśmiewania, piętnowania, czy karania za to, że się nie udało. Brak obawy przed popełnianiem błędów sprzyja budowaniu motywacji do nauki.

Niedawno Żaki zmierzyły  z następującym zadaniem:


Żaki musiały wykonać SLIMA, nazywanego przez dzieci „glutem” ;).

Było to wyzwanie, ponieważ w tym zadaniu liczyła się dokładność i kolejność dodawanych składników. Dzieci pracowały, wspierając się w parach. 


Dodatkowym utrudnieniem było pomarańczowe światło, które oznacza możliwość korzystania z pomocy kolegi, ale nie pozwala, aby nauczyciel coś podpowiadał. Dzieci radziły sobie dobrze, komunikowały się, pilnowały kolejności, dokładności i bacznie obserwowały, co się dzieje. Była to okazja do rozwijania samodzielności, ale też odpowiedzialności.


W zadaniu mogła zdarzyć się pomyłka i tak właśnie było w jednym przypadku. SLIM nie wyszedł. I co teraz? Dzieci spontanicznie próbowały pomóc. Najpierw rozpoczęły szukanie środków zaradczych: może dodać sody, może mocniej zamieszać. Niestety, nadal nie było efektu.

Wtedy reakcja Żaków była godna podziwu! Spontanicznie padła propozycja: „Niech każdy urwie kawałek od siebie i się podzieli”.


Mimo, że nie zawsze osiągamy sukces, nie jest to przeszkodą, by podejmować próby!
W atmosferze życzliwości, bez źle rozumianej rywalizacji i publicznego porównywania komu wyjdzie najlepiej, a komu najgorzej, zawsze możemy liczyć na wsparcie grupy. Dzieci chętnie pomagają sobie, bo „następnym razem to ja mogę przecież potrzebować pomocy” :)

czwartek, 20 września 2018

Buzujące farby


Nowy rok to nowe wyzwania!  Nowa grupa przedszkolna, a my oczywiście kontynuujemy pracę według zasad pedagogiki daltońskiej.
Pierwszym zadaniem jakie otrzymały nowe Żaki były buzujące farby, instrukcja do tego zadania wyglądała następująco:

Zadanie było typowym zadaniem „na rozgrzewkę”. Przypomnieliśmy sobie jak to jest pracować w parach, pomagać sobie, wspierać się i dzielić spostrzeżeniami. Praca w parze była bardzo przydatna, ponieważ współpracując, Żaki poradziły sobie z pytaniami takimi jak: „ile łyżek płynu mam wlać?”, „czy cały kwasek mam wsypać?”. Buzujące farby okazały się eksperymentem, który świetnie pozwolił dzieciom ufać sobie i pomagać. Na dodatek był ciekawy, bo masa wypływała z pojemniczka, była kolorowa i syczała :)